Wydawnictwo JAM
Wydawnictwo JAM
Wydawnictwo JAM powstało na przełomie lat 80 i 90 XX wieku gdy dogorywał PRL, a Polacy na fali "ustawy Wilczka" rzucili się w wir kapitalizmu.
Nie inaczej było z moją mamą, która po odejściu ze "Świata Młodych" w 1988 roku zaczęła szukać sposobności zarobienia dodatkowych pieniędzy. Szycie kurtek puchowych i inne dorywcze prace nie zapewniały stabilnego źródła dochodu.
Wspomnienia Janusza Tworzyńskiego
Janusz Tworzyński w swoich krótkich wspomnieniach dostępnych w internecie opisał tak tę historię:
"moja kuzynka przyszła do mnie, że ma możliwość dzierżawy lokalu przy Marszałkowskiej i może coś byśmy zrobili razem (...) Może pasmanteria bo na rynku nie ma ubrań i wszystko trzeba cerować to pasmanteria może by poszła"
Ostatecznie jednak:
"sklep, który założyliśmy z kuzynką stał się sklepikiem muzycznym, a nie pasmanteryjnym. (...) Przedmiotem działalności była muzyka i wszystko co z nią związane. Byłem opętany myślą o sensownym działaniu i chciałem umożliwić narodowi powszechny dostęp do 'jakościowej' kultury muzycznej."
Janusz Tworzyński o swojej działalności wydawniczej:
"zorganizowałem w krótkim czasie przedsiębiorstwo z trzyzmianową produkcją kaset magnetofonowych z tematycznymi seriami muzycznymi (klasyka rocka, new age, muzyka elektroniczna, muzyka klasyczna, jazz itp.). Legalnie 'kradłem' zachodnią muzykę płacąc tantiemy przez ZaiKS, kupowałem muzykę od Radio i TV Polskie, produkowałem muzykę w wynajętych studiach, a następnie zacząłem wydawać ją nie tylko na kasetach magnetofonowych ale i na nowościach - na CD-romach."
Tym sposobem w 1989 roku ruszyła działalność wydawnicza JAM Recording Company.
Produkcja kaset odbywała się w kawalerce zastawionej magnetofonami Technics RS-B11W. Studentka przychodziła i po załadowaniu wszystkich kieszeni i wciśnięciu przycisku nagrywania na wszystkich magnetofonach włączała listwę głównego przedłużacza i cały sprzęt ożywał. Dźwięk do nagrania trafiał z jednego odtwarzacza CD. Taśmy były dobrej jakości, a prędkość nagrywania 1:1. Wielu ówczesnych wydawców dla zaoszczędzenia czasu tworzyło kasetę "matkę" i z niej dopiero przegrywało na przyśpieszonych obrotach.
Tutaj nie było żadnej "drogi na skróty", dlatego kasety JAM i ECHO do dziś cieszą się uznaniem ich posiadaczy.
Pomaton i EMI
Tak w rozmowie z Rzepą wspomina Janusza Tworzyńskiego Piotr Kabaj, dyrektor generalny EMI Music Poland:
– Pomaton, zalążek polskiego EMI, został założony w 1989 r. przez moich przyjaciół z harcerstwa – Piotra Kostro i Tomka Kopcia, dołączyłem do nich wiosną 1990 roku. Do tego czasu wydawali wyłącznie śpiewniki. To był pomysł ówczesnego szefa repertuarowego Tomasza Kopcia, który zaproponował, żeby opublikować „Kosmopolaka” i „Dzieci Hioba” Jacka Kaczmarskiego. Jacek chciał wydać kasety. Chociaż nigdy wcześniej się tym nie zajmowaliśmy, powiedziałem, że my możemy być wydawcami. „Dlaczego akurat wy?” – zapytał Kaczmarski. „Bo nam możesz zaufać” – odpowiedziałem. Kaczmarski poprosił o 24 godziny na sprawdzenie naszej wiarygodności. Przydała się wtedy znakomita opinia, jaką Tomasz Kopeć zdobył, organizując festiwal Morda w Liceum Stefana Batorego. – Następnego dnia Jacek powiedział: działajcie! Tymczasem nie wiedzieliśmy o produkcji kaset nic! Przydało się szczęście. Kabaj znalazł firmę JAM, która nagrywała kasety. Jej szef Janusz Tworzyński okazał się fanem barda. Rozmówca w drukarni zrobił godzinny wykład na temat poligrafii.Charakterystyczna oprawa graficzna JAM i ECHO
To co wyróżniało te kasety na tle innych to oprawa graficzna. Elegancja i minimalizm, a do tego kod kolorystyczny. Muzyka elektroniczna - okładki srebrne, poważna - czarne ze złotym liternictwem, zielone - "new age", fioletowe - rock i jego odmiany, niebieski - blues, soft rock, rock progresywny, granatowy - jazz, czerwony - hard rock, rock psychodeliczny, kolor brązowy - folk.
Bywały odstępstwa od tego kodu kolorystycznego, a podział na gatunki nie zawsze jest wyraźny. Przykładem może być kaseta i płyta CD "Nocna zmiana bluesa" gdzie oprawa jest czarna, choć nie jest to muzyka poważna.
Podejrzewam, że okładki chrzestny projektował samodzielnie. We wczesnych kasetach JAM-u widać jeszcze pewną niekonsekwencję. Ogólny układ i kolorystyka są ustalone, jednak liternictwo różni się i zmienia. Pierwsze okładki muzyki poważnej miały białe liternictwo na czarnym tle, ostatecznie litery były złote.
Pierwsze kasety Suzan Vega mają rozciągnięte liternictwo na grzbiecie, a tytuły są ujęte w cudzysłowy francuskie («...»)
Pamiętam, że w domu Tworzyńskich był komputer Apple Macintosh, na którym nawet pozwolił mi coś porysować w MacPaint - miałem wtedy może z siedem lat. Czy był to komputer, w którym tworzył okładki kaset i spis tytułów? Tego nie wiem.
Melomani do dziś wspominają JAM
Szczególnie ciekawym źródłem informacji o kasetach JAM i ECHO są wspomnienia samych kolekcjonerów na forach internetowych. Na forum Gazety.pl z 2002 roku znaleziono konkretną wzmiankę użytkownika o pseudonimie cze67:
"Ja bardzo lubiłem JAM (a potem podobną firmę ECHO) dzięki którym poznałem m.im. Genesis, Jethro Tull, Yes, sporo jazzu i muzyki poważnej. Firma Bajo Bongo specjalizowała się natomiast w takich wykonawcach jak Alien Sex Fiend, Bauhaus (wszystkie płyty!), Siouxie and the Banshees czy Pixies. Obie te firmy prezentowały wysoką jakość".
Na blogu "Polifonia" w "Polityce" z 2013 roku inny użytkownik potwierdza wysoką jakość tych wydawnictw:
"Również pamiętam kasety firmy Echo, pamiętam jeszcze Jam - też ich kasety miały dobrą jakość dźwięku. Ale to były raczej wyjątki".
Ten sam komentator dodaje szczegółowe informacje o charakterystycznej oprawie graficznej:
"w złotym wieku kaset pirackich były nieliczne chlubne wyjątki – np. kasety wytwórni 'Echo' (tytuł i wykonawca na niebieskim tle na dolnej części poligrafii). Zarówno dobór materiału, jak i jakość nagrania były zupełnie niezłe".
Inny użytkownik na tym samym forum doprecyzowuje:
"Echo było świetne, cały jazz ECM-owski, o ile pamiętam, to też nagrywali czasem nawet na chromówkach".
Chromowe kasety magnetofonowe były w tamtym czasie znacznie droższe od zwykłych, co świadczy o wysokim standardzie produkcji firmy ECHO. Jazz ECM-owski odnosił się do katalogu prestiżowej niemieckiej wytwórni ECM Records, znanej z wysokiej jakości nagrań jazzowych i współczesnej muzyki poważnej.
W sklepiku przy Marszałkowskiej
W sklepiku nie było zbyt wiele przestrzeni - dlatego moja mama wymyśliła, aby kasety były prezentowane na starych oknach przytwierdzonych na zawiasach do ściany. Okna miały pomalowane na czarno ramy, było ich kilka i można było je przekładać jak karty wielkiej książki. Czarne pasmanteryjne gumki utrzymywały kasety w miejscu. Reszta ekspozycji była za szkłem pod ladą oraz za plecami sprzedawcy. Bywało, że oprócz kaset pojawiał się też inny asortyment. Ja najlepiej zapamiętałem urocze małe pianinka. Jedno dostałem w prezencie, co dla siedmiolatka było wtedy wielką radością.
Zdarzało nam się po latach spotkać dawnych klientów sklepu, rozpoznawali moją mamę i z rozrzewnieniem wspominali swoje wyprawy na Marszałkowską w poszukiwaniu muzycznych nowości.
Włamanie i kiszone ogórki
Pewnego dnia sklep padł ofiarą włamania. Moi rodzice z niepokojem stwierdzili, że ktoś rozbił szybę polnym kamieniem. Została wezwana policja, mojej mamie zdjęto odciski palców. Policjant, który ją przesłuchiwał popatrzył na mamę stojącą bezradnie z palcami w niebieskim tuszu i zaproponował jej z braku innej możliwości wytarcie rąk w wiszącą w oknie zasłonę. Sprawców nie ustalono, ale spory kamień otoczak trafił do naszej kuchni, gdzie przez lata mama używała go do kiszenia ogórków.
Źle nagrane kasety
Mimo dokładania jak największych starań nie zawsze udawało się dostarczyć produkt najwyższej jakości. Zdarzyło się, że do sklepu przyszedł pan i zwrócił się do mojego taty (on też pracował w tym sklepie) z prośbą o zwrot pieniędzy. Kaseta jest źle nagrana. Tata włożył kasetę do magnetofonu i zaczął szukać mankamentów, ale nie potrafił nic znaleźć. Zapytał więc na czym polega problem, bo on nie słyszy żadnych szumów, trzasków, zniekształceń. Na co klient odpowiedział "czy nie słyszy pan, że smyczki słychać z prawej, a nie z lewej strony?". Była to kaseta z muzyką poważną, a jak wszyscy dobrze wiemy, przyjęło się, że skrzypce, altówki i inne smyczki lądują po lewicy dyrygenta. Wiadomo też, że aby zamienić kanał lewy z prawy wystarczy pomylić wtyczki kabli łączących magnetofon z CD.
Koniec JAM-u
Janusz Tworzyński mimo początkowego sukcesu - (jeden sklepik potrafił utrzymać trzy rodziny) - zaczął mieć kłopoty z utrzymaniem płynności. Duże problemy sprawiały uporczywe kontrole skarbowe, a na horyzoncie już majaczyła ustawa o prawie autorskim. Od lutego 1994 r. opłaty dla ZAIKS - BIEM nie były już uznawane za legitymujące do wydawania własnych kopii zachodnich twórców, a wszystkie małe wydawnictwa stały się w świetle prawa pirackimi.
Nie chciałem rywalizować w dziedzinie przemytu komponentów ani w żadnej innej branży z rodzącą się w Polsce mafią (kije do baseballa naiwnie traktowałem wówczas jako sprzęt sportowy). Mało kogo interesowała muzyka, którą uporczywie wydawałem – nie mówię tu o dochodowych początkowo, „kradzionych” w majestacie prawa Pink Floydach, ale o Tomku Stańce czy Kwartecie Jorgi – czy ktoś z Was tego słuchał? Nie wiedziałem, jak skutecznie dystrybuować niszowe wydawnictwa muzyczne, które produkowałem.
https://plativky.blogspot.com/2013/10/kwartet-jorgi-jam.html
Wreszcie, nie byłem gotów opłacić starszego komisarza K., który przez dziewięć miesięcy prowadził u mnie kontrolę skarbową, co chwilę zamykając wszystkie trzy moje lokale, by zrobić remanent, i bardzo długo zliczał kolumny cyferek kopiowym ołówkiem, bo – jak twierdził – „nie stać go na kalkulator”.
Cała ta „jazda” była niesamowitym poligonem doświadczalnym młodego kapitalisty: przez kilka lat pozwalała całkiem nieźle żyć, lecz ostatecznie – niestety – nie osiągnęła niezbędnej „masy krytycznej”, by przetrwać i rozwinąć się.
Rozstanie z JAM Phono Co. było na tyle bolesne, że przez wiele lat później nie lubiłem słuchać muzyki. Dziś miło wspominam czas, gdy naprawdę dobrze się nią bawiłem, uczyłem się słyszeć „trzecie skrzypce” w nagraniu, a nasz syn budził się rano w domu, w którym na podłodze spał czarnoskóry Jamajczyk z dredami i zaczynał mu przygrywać na bębnie przed śniadaniem; innym razem kurpiowska śpiewaczka – pani Apolonia, obdarzona niezwykłym naturalnym głosem – robiła mu misterne wycinanki wielkimi nożycami; jeszcze innym razem kantor żydowski, Simha, tłumaczył mu, dlaczego modli się o poranku w tak niecodzienny sposób.
Likwidując w 1993 roku swoją działalność muzyczną, nie wiedziałem, czym będę zajmował się dalej.
Tak rozeszły się "drogi biznesowe" moich rodziców i mojego chrzestnego. Nie widywaliśmy się przez wiele lat. Spotkaliśmy się na pogrzebie mojej mamy - powiedzieli, że pewnie go nie pamiętam. Pamiętałem go bardzo dobrze. Po śmierci mamy przeżywałem okres poszukiwania ziemskich śladów jej obecności - zdjęć, gazet, nagrań, przedmiotów z nią związanych. Tak jakby to mogło ją zatrzymać jeszcze na jakiś czas. Wtedy narodziła się chęć zbierania kaset z wytwórni JAM. Miałem już kilka w domu, większość z tych kaset, które znajdowałem w antykwariatach, w ogłoszeniach internetowych przeszło przez jej ręce. Wiele jeszcze ma na pudełku absurdalnie dziś brzmiące ceny - osiemnaście tysięcy złotych. Bardzo prawdopodobne, że ceny te naklejała moja mama.
Przeszukując portale aukcyjne, antykwariaty i targi staroci
Do dzisiaj rozwijam moją kolekcję, staram się uzupełniać "dziury" w numeracji, szukam szczątkowych informacji w internecie. Kasety pojawiają się i znikają. Próbuję tworzyć ich katalog, ale nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się ustalić jakie kasety w nim były. W przypadku wydawnictwa JAM najwyższy numer muzyki "niepoważnej" jaki znalazłem to JM 104 - GENESIS - SECONDS OUT (part II). Potem od 500 zaczynają się czarne okładki muzyki poważnej. Wydaje się, że ambicje Janusza Tworzyńskiego przy marce ECHO były już większe, bo dla muzyki innej niż poważna zaplanował 900 pozycji - muzyka poważna zaczyna się od 900. Najwyższy numer ECHO jaki znalazłem to 134 - Charlie Haden, Jan Garbarek, Egberto Gismonti - Magico.
Ogromną część kolekcji zawdzięczam panu Jackowi, kolekcjonerowi kaset. Po pierwszych zakupach u pana Jacka wyjawiłem swoje motywy, a on postanowił mnie wspomóc w moim przedsięwzięciu wyszukując sobie tylko znanymi metodami kasety, których nigdzie wcześniej nie widziałem.
Za późno, za wcześnie
Żałuję, że nie zdążyłem porozmawiać z moim chrzestnym. Pierwsze kasety zacząłem zbierać w 2020 roku, 2 marca 2021 Janusz Tworzyński zmarł zostawiając po sobie wiele tęskniących za nim osób i wiele przedsięwzięć, które będą o nim przypominać.
O tym jakim był wyjątkowym człowiekiem świadczą także nekrologi pozostawione przez rodzinę i przyjaciół
Kochał gotować swoim bliskim, tańczyć tango, sadzić drzewa na niewdzięcznej mazurskiej ziemi, strzelać z łuku i pisać teksty, które zapadały w pamięć i poruszały swoją głębią i trafnością.
Nie wiem czy starczy mi życia na wyrażenie swojej wdzięczności do Niego.
Źródła:
https://forum.gazeta.pl/forum/w,78,3739889,3739889,Ktorych_piratow_wspominacie_.html
https://blog.polityka.pl/polifonia/2013/08/30/czy-wasze-kasety-tez-maja-50-lat/
<https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1639621,1,jakie-byly-poczatki-polskiego-przemyslu-fonograficznego.read
http://www.intellibit.com/NaszaKlasa/slides/Tworzynski%20Janusz.html
https://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,504840,Janusz-Jerzy-Tworzy%C5%84ski-nekrolog.html
https://www.rp.pl/plus-minus/art6890491-od-pomatonu-do-koncernu-emi
Dziękuję Autorowi za to ciekawe wspomnienie.
OdpowiedzUsuń